Rocznica En-57 001 na linii 103 i „znikające” tory

12 lutego 2017

W lutym 2017 minęło równo 55 lat odkąd pojawił się w Wadowicach pierwszy elektryczny zespół trakcyjny serii en-57 zwany także „kiblem”, był najczęściej spotykanym składem osobowym po elektryfikacji całego szlaku z Wadowic do Trzebini. Zapraszam do artykułu i galerii zdjęć na http://wadowiceonline.pl/rozmaitosci/9110-to-najdluzej-produkowany-pociag-pierwszy-egzemplarz-jezdzil-do-wadowic

Koleje Śląskie chcą powrotu pociągów w dawnej relacji z Katowic do Zakopanego (z pominięciem Krakowa), a ponieważ mają taką możliwość to zabrały się za realizację. Niestety pociąg z racji rozkradzionej infrastruktury nie pojedzie z Katowic przez Trzebinię, Alwernię, Spytkowice i Wadowice do Zakopanego jak było to do roku 2002, tylko przez Andrychów, Wadowice i Kalwarię Zebrzydowską, o czym także informują WadowiceOnline http://www.wadowiceonline.pl/biznes/9099-pociagi-kolei-slaskich-pojada-przez-wadowice-do-zakopanego

Policji udało się złapać złodziei kradnących tory z linii 103 – 30 metrów wycenione na 1000 zł, o czym pisze Tygodnik Przełom http://przelom.pl/19855-kradli-tory-trafili-za-kraty.html

Mamy w Chrzanowie/Trzebini Stowarzyszenie Stacja Chrzanów https://www.facebook.com/stacjachrzanow/ którego Członkowie nie raz jeszcze pozytywnie zaskoczą, pokażą i zarażą pięknem kolei, zobaczcie na FB!


4 myśli nt. „Rocznica En-57 001 na linii 103 i „znikające” tory

  1. Ciekawa dyskusja wywiązała się w KMŁ (koleje małopolskie) celowo z małej litery bo nie zasługują na nic więcej (nazwisk nie podam domyślcie się bo nie chcę trafić do sądu):
    Odnośnie kursu pociągów z Wadowic przez Spytkowice, Alwernię do Trzebinia
    cyt.: Relacja została zamknięta właśnie z powodu, że mało było pasażerów na tej trasie,
    sam pamiętam, jak nie raz w pociągu z Trzebini do Alwerni jechałem sam, albo było ze mną tylko 2-3 > osoby.
    To masz Pan nadzwyczaj wybiórczą pamięć. Zniknąłeś parę istotnych okoliczności. Po pierwsze, ówczesne PKP nadzwyczaj chętnie oddały pola prywatnym gratobusiarzom z małych rodzinnych firemek – krzaków. Pasażerom nie chciało się czekać godziny na najbliższy kibel skoro co pięć minut odjeżdżał gratobus. Nawet jeśli był to zdezolowany przerobiony furgon dostawczy odkupiony od rolnika, to i tak zapewniał wyższy komfort podróży niż nowiutki kibel fullplastic, którego próżno dziś szukać na torach. A reakcją PKP na konkurencję było… cięcie oferty. Najpierw zlikwidowano bezpośrednie kursy, potem rozrzedzono odjazdy, wreszcie ograniczono je tylko do godzin szczytowych. Końcowym etapem agonii było uruchomienie w miejsce kibli – KKA czyli Kolejowej Komunikacji Autobusowej. Wówczas już tylko najwięksi desperaci korzystali z pociągów przynajmniej na odcinku Wadowice-Spytkowice, za cenę przesiadki do gumobusa a następnie tłuczenia się leśną okrężną drogą celem podjazdu pod same perony. Oczywiście gratobusiarze, skoro tylko ich wysiłki zmierzające do wyrugowania kolei zostały przy wydatnej pomocy ze strony PKP uwieńczone powodzeniem – sami drastycznie ograniczyli swoją ofertęponieważ nie było już potrzeby dokładania do interesu.
    Po drugie, jakiś cymbał (a raczej sabotażysta, któremu postawiono zadanie doprowadzenia linii do upadłości) wziął i zarządził że kasa biletowa ma być zamknięta. Oczywiście, wsiadali oni z konieczności bez biletu, a podczas tych kilkunastu minut jazdy w okrojonej relacji kierpoć zdążył sprzedać bilety jedynie nielicznym. I tylko ci byli wykazywani w raportach dotyczących rentowności, reszta pasażerów oficjalnie nie istniała.

    > czy teraz będzie więcej pasażerów?

    Piszę się na jednego z nich. Od dawna mam już dosyć tłuczenia się własnych samochodem, . A już zwłaszcza kiblowania w korkach w Trzebini czy Alwerni o Wadowicach nie wspominają czy braku porządnych bezpiecznych i bezpłatnych parkingów! To właśnie transport zbiorowy tak jak robi się to w Krakowie/Balichach/Wieliczce – tak tej samej Wieliczce do której przez kilka lat jeździł tylko bus bo pociąg był beee a teraz? Niepołomice tyle szczęścia nie miały i tor rozebrali! Mam nadzieję że tego samego czyli rozbiórki nie doświadczymy na linii Trzebinia – Wadowice bo to będzie nieodwracalne!!

  2. Tory czyszczą złomiarze kradną w Trzebini do już z kiometr ukradli, policja łapie i wypuszcza to są jaja jakieś!

  3. Pewnie mnie tu ktoś za to opluje ale wytłumaczcie mi jak to jest że na przywrócenie ruchu na torach z Trzebini do Wadowic nikt nie znajdzie 37 milionów złotych bo tyle wyliczone bez trakcji, żeby pociągi jeździły te 37 kilometrów a tymczasem w Krakowie wydano na łącznicę kolejową na estakadzie o długości 2,5km słownie dwóch i pół kilometra 348 mln zł z czego dofinansowanie z UE 187 mln zł, Wartość robót: 257 978 744,89 PLN.
    Rozumiem że to Kraków teren mocno zurbanizowany, że to przyspieszy czas przejazdu na Oświęcim czy Zakopane, ale do cholery jasnej ludzie po za Krakowem też żyją, pracują, mieszkają, płacą podatki i chcą cywilizowanie dojeżdżać komunikacją kolejową! Wytłumaczycie mi to??!!

  4. Hehe, ktoś splagiatował mój komentarz dotyczący linii zupełnie innej:
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,93,155210240,155210240,Znowu_pociag_do_Zegrza_.html#p163446751

    To masz nadzwyczaj wybiórczą pamięć. Zniknąłeś parę istotnych okoliczności. Po pierwsze, ówczesne PKP nadzwyczaj chętnie oddały pola prywatnym gratobusiarzom z DJ Cars, Zerdeks i podobnych firemek – krzaków. Pasażerom nie chciało się czekać godziny na najbliższy kibel do Warszawy skoro co pięć minut odjeżdżał gratobus. Nawet jeśli był to zdezolowany Autosan odkupiony od augustowskiego czy łomżyńskiego MPK, to i tak zapewniał wyższy komfort podróży niż nowiutki kibel fullplastic, którego próżno dziś szukać na kiblostanie KM. A reakcją PKP na konkurencję było… cięcie oferty. Najpierw zlikwidowano bezpośrednie kursy z Zegrza do Warszawy, potem rozrzedzono odjazdy, wreszcie ograniczono je tylko do godzin szczytowych. Końcowym etapem agonii było uruchomienie w miejsce kibli – KKA czyli Kolejowej Komunikacji Autobusowej (czy Twój nick od niej się wywodzi? :P ). Wówczas już tylko najwięksi desperaci korzystali z pociągów przynajmniej na odcinku Legionowo – Warszawa, za cenę przesiadki w Legionowie do gumobusa a następnie tłuczenia się leśną okrężną drogą celem podjazdu pod same perony w Michałowie i Wieliszewie, zamiast dojechać do Zegrza autobusem bezpośrednio z Warszawy. Oczywiście gratobusiarze, skoro tylko ich wysiłki zmierzające do wyrugowania kolei z Zegrza zostały przy wydatnej pomocy ze strony PKP uwieńczone powodzeniem – sami drastycznie ograniczyli swoją ofertę (zwłaszcza poza sezonem) ponieważ nie było już potrzeby dokładania do interesu.
    Po drugie, jakiś cymbał (a raczej sabotażysta, któremu postawiono zadanie doprowadzenia linii zegrzyńskiej do upadłości) wziął i zarządził że kasa biletowa w Zegrzu ma być zamknięta akurat w weekendy, gdy pasażerów było najwięcej. Oczywiście, wsiadali oni z konieczności bez biletu, a podczas tych kilkunastu minut jazdy w okrojonej relacji Zegrze – Legionowo kierpoć zdążył sprzedać bilety jedynie nielicznym. I tylko ci byli wykazywani w raportach dotyczących rentowności, reszta pasażerów oficjalnie nie istniała.

    > czy teraz będzie więcej pasażerów?

    Spokojnie piszę się na jednego z nich. Od dawna mam już dosyć tłuczenia się autobusami ZTM, gdy przed i po urlopie na Mazurach dojeżdżam nad Zalew pożeglować sobie pozostawionym tam „Leśnym Dziadkiem”. A już zwłaszcza kiblowania w korkach w okolicach giełdy na Żeraniu, przed okularowym rondem w Rembelszczyźnie, skrzyżowaniu w Nieporęcie koło makdonalda i wreszcie przed byłą Dziką Plażą gdzie blachosmrodziarstwo uważa wojewódzką drogę za swoją prywatną własność i blokuje ją tak długo póki nie zwolni się wjazd na nadjeziorny parking.


Dodaj komentarz